Thursday, December 16, 2010

i po hey'u

Dziś bez obrazka, w zasadzie bez słów też można by, bo słów szkoda... Pierwszy raz, pierwszy raz w życiu wyszłam z koncertu, no dobra dałam szansę do 7 utworu wytrwałam (po koszmarnym supporcie!!!!) ale więcej nie. Zespół Hey, który lubię, nawet bardzo (no dobrze 2 – 3 ostatnie płyty) nie wytrzymał próby czasu ;-( Choć nie wiem czemu się czepiam, przecież zanim kupiłam bilety trzeba było przeczytać że to "reemisja" – zła reemisja. A żart Kasi, że syn wolał zostać w domu niż być z nimi dziś w Stodole ma jakiś taki wisielczy wydźwięk. Powiem tak, fryzura super, bransolety super, nawet młodzież pijąca ekskluzywne czerwone wino z gwinta (co za czasy)  super – ale "stary" Hey nie super. A może ktoś był i uważa, że się zestarzałam, że nie czuję klimatu, że wygniatam orła :-) dajcie znać

2 comments:

  1. nie wiem, nie byłam, jak widać na szczęście nie dałam się namówić, ale zdecydowanie wygniatasz orła:-) a widzisz! mówiłam, że w naszym wieku, i zespołu hey też, to już płyty zostają, siadasz wygodnie z termoforem, muza na full, bo sluch już nie ten, i jedziesz z tym staffem, czasem nawet zatrzęsiesz harami (do czasu jak coś w szyi nie chrupnie) jak ci popijane w trakcie winko i ciepło z kominka uderzy do głowy! no a poza tym przy takich temperaturach na outsajdzie, dinozaurom muzycznym mogą grabieć palce, reumatyzm się odnawia, struny głosowe i te z gitar rozedrgane sie stają bardziej, piece nie grzeją... ale ekskluzywne wino z gwinta mnie zabiło! o tempora o mores! wracam pod koc elektryczny grzać lędźwie:-)

    ReplyDelete
  2. Byłam na koncercie i moje odczucia były podobne. To już nie ten głos i nie ta energia. Kasia Nosowska niestety straciła sporo swojego młodzieńczego daru. Za to trzeba przyznać, że jej zespół jest dużo lepszy niż kiedyś. Jak widać nie ma niczego za darmo.

    ReplyDelete